Co dziś robiłeś w pracy? Nic!

fotolia
Mogłoby się wydawać, że czasy, kiedy pracownicy musieli markować, że tak naprawdę coś robią, dawno już minęły, a stare powiedzonko „Czy się stoi, czy się leży, 500 złotych się należy” odeszło już do lamusa. NIC bardziej mylnego! Również i dziś niektórzy z nas czasem bardziej udają niż pracują. Dodatkowo, co może wydawać się zaskakujące, taką sytuację często prowokują nie zatrudnieni, a sami pracodawcy. Jak to możliwe?

W Polsce niestety nadal panuje przekonanie, że najlepszy pracownik to osoba, która obecna jest w biurze od – do, konkretne 8 godzin. Oczywiście istnieje szereg zajęć, kiedy takie rozwiązanie to jedyne wyjście, jednak jest też dość spora grupa zawodów, w przypadku której idealnie sprawdza się tak zwany zadaniowy czas pracy, kiedy to pracownik sam decyduje, gdzie i w jakich godzinach chce pracować. Czyli w praktyce – jeśli na przykład zrobi coś rano, to następnie może mieć kilka godzin przerwy, aby potem ponownie wrócić do swoich obowiązków dopiero późnym wieczorem. Summa summarum osoba taka pracuje tyle samo, ile zwykły pracownik, tylko w godzinach najbardziej dostosowanych do nasilenia zadań lub własnych preferencji. Dla pracodawcy najważniejszy jest tu sam rezultat, a mianowicie fakt, czy w danym terminie udało się wykonać powierzone pracownikowi ściśle określone projekty. Rozwiązanie to jest bardzo proste i skutecznie, może ograniczyć koszty na przykład zapewnienia stałego miejsca pracy. Niestety wielu pracodawców z obawy przed brakiem kontroli nad zatrudnionym nadal woli postawić na tradycyjny etat. Z jednej strony trudno się im dziwić, jednak z drugiej aby takie rozwiązanie okazało się skuteczne, wystarczy prawidłowe ustalenie zakresu zadań do wykonania i opracowanie sprawnego sytemu raportowania.



Oczywiście zadaniowość nie jest uniwersalna i nie może być wprowadzona dla każdego rodzaju pracy (określa to też dość szczegółowo polskie prawo), jednak to doskonała furtka dla wielu zawodów, a także dobry sposób na poprawienie efektywności zatrudnianych osób. Rozliczanie pracowników z faktycznie wykonanej pracy, a nie z czasu, który spędzają w firmie, to jednak w Polsce nadal dość ekstrawaganckie podejście. Niestety skutkuje to tym, że część z nas ślęczy bezczynnie przy biurku tylko po to, aby wyrobić normę godzinową zamiast skupić się na konkretnych zadaniach i sprawnym czasie ich realizacji. Świadome i rozsądne zarządzanie zasobami ludzkimi ciągle nie jest najmocniejszą stroną polskich przedsiębiorców. Powoli jednak widać ich zwiększającą się świadomość w tym zakresie, chociażby poprzez korzystanie z rozwiązania, jakie daje im nie tyle zadaniowy czas pracy, co pracownicy tymczasowi. Coraz więcej firm, na których produkcję i liczbę zamówień mają wpływ na przykład sezony w roku, już dziś potrafi elastycznie i dynamicznie kierować nawet kilkusetosobowym zespołem, skutecznie i w przemyślany sposób rotując kadrą. Dlatego myślę, że takie coraz bardziej świadome podejście do zarządzania pracownikiem w zależności od liczby obowiązków to dobra wróżba na przyszłość nie tylko dla wszystkich, którzy zamiast pracować ślęczą przy biurkach i tylko odliczają minuty do zbawiennej 16.00, ale także i dla pracodawców, którzy poprzez elastyczne podejście do zatrudnienia mogą skutecznie zwiększyć wydajność pracy i szybkość realizacji poszczególnych zadań. Niedługo takie podejście do pracy będzie nie tylko trendem, ale też wymogiem, gdyż do głosu (i na rynek pracy) wchodzi właśnie pokolenie Y, które szybko się nudzi, potrzebuje elastyczności i wolności – na to muszą przygotować się też pracodawcy.
Trwa ładowanie komentarzy...