Oczywiście zadaniowość nie jest uniwersalna i nie może być wprowadzona dla każdego rodzaju pracy (określa to też dość szczegółowo polskie prawo), jednak to doskonała furtka dla wielu zawodów, a także dobry sposób na poprawienie efektywności zatrudnianych osób. Rozliczanie pracowników z faktycznie wykonanej pracy, a nie z czasu, który spędzają w firmie, to jednak w Polsce nadal dość ekstrawaganckie podejście. Niestety skutkuje to tym, że część z nas ślęczy bezczynnie przy biurku tylko po to, aby wyrobić normę godzinową zamiast skupić się na konkretnych zadaniach i sprawnym czasie ich realizacji. Świadome i rozsądne zarządzanie zasobami ludzkimi ciągle nie jest najmocniejszą stroną polskich przedsiębiorców. Powoli jednak widać ich zwiększającą się świadomość w tym zakresie, chociażby poprzez korzystanie z rozwiązania, jakie daje im nie tyle zadaniowy czas pracy, co pracownicy tymczasowi. Coraz więcej firm, na których produkcję i liczbę zamówień mają wpływ na przykład sezony w roku, już dziś potrafi elastycznie i dynamicznie kierować nawet kilkusetosobowym zespołem, skutecznie i w przemyślany sposób rotując kadrą. Dlatego myślę, że takie coraz bardziej świadome podejście do zarządzania pracownikiem w zależności od liczby obowiązków to dobra wróżba na przyszłość nie tylko dla wszystkich, którzy zamiast pracować ślęczą przy biurkach i tylko odliczają minuty do zbawiennej 16.00, ale także i dla pracodawców, którzy poprzez elastyczne podejście do zatrudnienia mogą skutecznie zwiększyć wydajność pracy i szybkość realizacji poszczególnych zadań. Niedługo takie podejście do pracy będzie nie tylko trendem, ale też wymogiem, gdyż do głosu (i na rynek pracy) wchodzi właśnie pokolenie Y, które szybko się nudzi, potrzebuje elastyczności i wolności – na to muszą przygotować się też pracodawcy.
