O autorze
Ekspert z dziedziny HR i rynku pracy. Od 12 lat Dyrektor Zarządzający Agencji Zatrudnienia GP People. Członek Wojewódzkiej Rady Rynku Pracy. Na co dzień doradza największym polskim i międzynarodowym przedsiębiorstwom w zakresie rekrutacji, zarządzania zasobami ludzkimi oraz wdrażania innowacyjnych rozwiązań zwiększających efektywność zatrudnienia. Prywatnie pasjonat koszykówki, nart i nurkowania.

"Usztywnić" umowę

Śmieciówki oskładkowane – entuzjazmowali się pracownicy zatrudnieni na umowę-zlecenie. Większość z nich ma nadzieję, że nowelizacja ustawy zapewni im przywileje podobne do tych, które mają etatowcy. Wśród nich wielu jest jednak także sceptyków, którzy obawiają się obniżenia pensji, a nawet zwolnienia. Co tak naprawdę oznacza ozusowanie umów-zleceń i kto na tym zyska, a kto straci?

Prawie jedna trzecia aktywnych zawodowo Polaków pracuje dziś na umowach śmieciowych. Niemal 65% z nich to ludzie młodzi, poniżej 35. roku życia, co według statystyk GUS-u może dawać nawet ponad 1,2 mln pracowników. To duża liczba osób, które nie mają prawnej ochrony, ponieważ w ich przypadku zastosowania nie mają przepisy Kodeksu pracy, a jedynie regulacje, które bezpośrednio zapisane są w umowie. Tacy pracownicy są więc pozbawieni między innymi płatnych urlopów czy ubezpieczenia socjalnego. Chociaż z umów-zleceń korzystają także wykwalifikowani specjaliści, którzy zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie i stać ich na opłacenie ZUS-u, to jednak większość zatrudnionych w takiej formie stanowią ci na niskopłatnych posadach. Właśnie dlatego o pomyśle usztywnienia umów mówiono już od dłuższego czasu. Ostatecznie Sejm uchwalił nowelizację ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych dopiero w październiku 2014 r., a ozusowanie tak zwanych śmieciówek zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2016 r. Termin wejścia w życie nowych przepisów zbliża się wielkimi krokami, nic więc dziwnego, że temat ten jest przedmiotem coraz gorętszych dyskusji.



Do tej pory umowy cywilnoprawne, czyli zlecenie i o dzieło, nie podlegały składkom społeczno-emerytalnym, jeśli zatrudnione na nią były osoby uczące się do 26. roku życia. Ponadto obecnie w Polsce ozusowana jest jedynie pierwsza podpisana umowa-zlecenie, więc powszechnym zjawiskiem było rozdzielanie ich w taki sposób, żeby oskładkowana była ta z niższą stawką. Z tego powodu zdarzało się, że pracodawca, który chciał zapłacić pracownikowi na przykład dwa tysiące złotych brutto, dzielił tę kwotę na dwie różne umowy i to od mniejszej z nich odprowadzał składki. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku osób, które pracują na umowę o pracę i wykonują dodatkowe zadania na umowę-zlecenie – w ich przypadku, zgodnie z przepisami nie jest ona ozusowana. Po nowelizacji ustawy oskładkowane mają być już wszystkie podpisywane kontrakty. Niestety tylko do wysokości minimalnego wynagrodzenia. Założenie jest takie, że to rozwiązanie ma chronić interesy pracobiorcy i sprawić, że osoby zatrudnione na umowach-zleceniach także będą mogły odkładać na swoją emeryturę. Chociaż z pozoru to dobry krok, to warto zastanowić się, co to oznacza dla pracodawców i pracowników. Pewne jest to, że zarówno jedni, jak i drudzy obawiają się o pieniądze. Pracobiorcy szczególnie niepokoją się o to, że wszelkie koszty, które poniesie pracodawca w związku z nowelizacją ustawy, uderzą w ich kieszenie. Nic dziwnego, bo przedsiębiorcy już zapowiadają, że z własnych pieniędzy za ZUS nie zamierzają płacić, więc wygląda na to, że siłą rzeczy odbije się to na wynagrodzeniach. Wielu z nich deklaruje także, że z powodu wysokich kosztów będzie zmuszonych do zwolnień. Czy o to rzeczywiście chodziło? Trzeba również wprost powiedzieć, że ozusowanie umów-zleceń nie zapewni wcale wysokich emerytur. Najczęściej ta forma zatrudnienia dotyczy bowiem tych, którzy zarabiają najmniej i nie są w stanie wypracować nawet minimalnego świadczenia. Kto więc zyska na zmianach? Trudno stwierdzić jednoznacznie, ale z całą pewnością pracownicy oraz pracodawcy mają powody do obaw. Według przewidywań oskładkowanie umów-zleceń ma za to przynieść wpływy do ZUS-u w wysokości 300 milionów złotych.

Każde zmiany mają swoje konsekwencje, więc warto zastanowić się, co spowoduje ozusowanie śmieciówek. Najczarniejszy scenariusz przewiduje, że może to doprowadzić do rozbudowania szarej strefy, a nawet zwiększenia bezrobocia. W trudnej sytuacji znajdą się bowiem pracodawcy, którzy będą uczciwie odprowadzać składki i przyjdzie im konkurować na rynku pracy z tymi przedsiębiorcami, którzy za wszelką cenę obniżają koszty, nie płacą ZUS-owi, bo nie podpisują z pracownikiem żadnej umowy, ale za to oferują wyższe wynagrodzenie. W takich okolicznościach nie będzie łatwo wygrać walki o kandydata. Jest też duże prawdopodobieństwo, że duża część firm w ogóle przestanie przyjmować do pracy z powodu wysokich kosztów. Oskładkowanie umów-zleceń to z całą pewnością dobry krok w stronę ochrony stałości zatrudnienia i przede wszystkim zapewnienia niektórych przywilejów, jakie mają pracownicy etatowi. Jednak mając na uwadze potencjalne zagrożenia, z całą pewnością jeszcze sporo pracy i zmian w ustawodawstwie przed nami, zanim uda się całkowicie wyeliminować nierówności między różnymi rodzajami umów. Poszczególne instytucje już zabiegają na przykład, żeby oskładkowanie śmieciówek dotyczyło kwoty całego dochodu, a także w całości kontraktów o dzieło. Być może dopiero wtedy będziemy mogli mówić o rzeczywistym zwycięstwie nad śmieciówkami.
Trwa ładowanie komentarzy...