Do tej pory umowy cywilnoprawne, czyli zlecenie i o dzieło, nie podlegały składkom społeczno-emerytalnym, jeśli zatrudnione na nią były osoby uczące się do 26. roku życia. Ponadto obecnie w Polsce ozusowana jest jedynie pierwsza podpisana umowa-zlecenie, więc powszechnym zjawiskiem było rozdzielanie ich w taki sposób, żeby oskładkowana była ta z niższą stawką. Z tego powodu zdarzało się, że pracodawca, który chciał zapłacić pracownikowi na przykład dwa tysiące złotych brutto, dzielił tę kwotę na dwie różne umowy i to od mniejszej z nich odprowadzał składki. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku osób, które pracują na umowę o pracę i wykonują dodatkowe zadania na umowę-zlecenie – w ich przypadku, zgodnie z przepisami nie jest ona ozusowana. Po nowelizacji ustawy oskładkowane mają być już wszystkie podpisywane kontrakty. Niestety tylko do wysokości minimalnego wynagrodzenia. Założenie jest takie, że to rozwiązanie ma chronić interesy pracobiorcy i sprawić, że osoby zatrudnione na umowach-zleceniach także będą mogły odkładać na swoją emeryturę. Chociaż z pozoru to dobry krok, to warto zastanowić się, co to oznacza dla pracodawców i pracowników. Pewne jest to, że zarówno jedni, jak i drudzy obawiają się o pieniądze. Pracobiorcy szczególnie niepokoją się o to, że wszelkie koszty, które poniesie pracodawca w związku z nowelizacją ustawy, uderzą w ich kieszenie. Nic dziwnego, bo przedsiębiorcy już zapowiadają, że z własnych pieniędzy za ZUS nie zamierzają płacić, więc wygląda na to, że siłą rzeczy odbije się to na wynagrodzeniach. Wielu z nich deklaruje także, że z powodu wysokich kosztów będzie zmuszonych do zwolnień. Czy o to rzeczywiście chodziło? Trzeba również wprost powiedzieć, że ozusowanie umów-zleceń nie zapewni wcale wysokich emerytur. Najczęściej ta forma zatrudnienia dotyczy bowiem tych, którzy zarabiają najmniej i nie są w stanie wypracować nawet minimalnego świadczenia. Kto więc zyska na zmianach? Trudno stwierdzić jednoznacznie, ale z całą pewnością pracownicy oraz pracodawcy mają powody do obaw. Według przewidywań oskładkowanie umów-zleceń ma za to przynieść wpływy do ZUS-u w wysokości 300 milionów złotych.
Każde zmiany mają swoje konsekwencje, więc warto zastanowić się, co spowoduje ozusowanie śmieciówek. Najczarniejszy scenariusz przewiduje, że może to doprowadzić do rozbudowania szarej strefy, a nawet zwiększenia bezrobocia. W trudnej sytuacji znajdą się bowiem pracodawcy, którzy będą uczciwie odprowadzać składki i przyjdzie im konkurować na rynku pracy z tymi przedsiębiorcami, którzy za wszelką cenę obniżają koszty, nie płacą ZUS-owi, bo nie podpisują z pracownikiem żadnej umowy, ale za to oferują wyższe wynagrodzenie. W takich okolicznościach nie będzie łatwo wygrać walki o kandydata. Jest też duże prawdopodobieństwo, że duża część firm w ogóle przestanie przyjmować do pracy z powodu wysokich kosztów. Oskładkowanie umów-zleceń to z całą pewnością dobry krok w stronę ochrony stałości zatrudnienia i przede wszystkim zapewnienia niektórych przywilejów, jakie mają pracownicy etatowi. Jednak mając na uwadze potencjalne zagrożenia, z całą pewnością jeszcze sporo pracy i zmian w ustawodawstwie przed nami, zanim uda się całkowicie wyeliminować nierówności między różnymi rodzajami umów. Poszczególne instytucje już zabiegają na przykład, żeby oskładkowanie śmieciówek dotyczyło kwoty całego dochodu, a także w całości kontraktów o dzieło. Być może dopiero wtedy będziemy mogli mówić o rzeczywistym zwycięstwie nad śmieciówkami.
