Gloryfikacja „gorszej” drogi do kariery

Praca czeka, chcemy zatrudniać, specjalista potrzebny od zaraz – krzyczą ogłoszenia w prasie i internecie. Szukam pracy, chcę pracować, potrafię to zrobić – przekonują absolwenci uczelni. Jedni i drudzy mijają się jednak w swoich potrzebach i wymaganiach. Dlaczego pracodawcom i bezrobotnym tak ciężko się spotkać?

Jestem przekonany, że problem bezrobocia w naszym kraju bierze się aktualnie nie z braku miejsc pracy, ale przede wszystkim ze złego planowania własnej kariery zawodowej oraz często bardzo wysokich i praktycznie nierealnych do spełnienia wzajemnych wymagań obu stron. Aby zrozumieć obecną sytuację, należy podkreślić, że tak naprawdę problem ten zaczął się już kilkanaście lat temu, a dokładniej w momencie, kiedy dzisiejsi bezrobotni kończyli podstawówki i stali przed wyborem – zawodówka, technikum czy liceum? Niestety większość z nich wybrała bardzo pochopnie. W naszym kraju utarło się bowiem przekonanie, że szkoły zawodowe są gorsze, więc lepiej wybrać LO. To bzdura. Zawodówki i technika zdecydowanie praktyczniej podchodzą do przygotowywania do zawodu i pozwalają zdobyć konkretny fach.

To stwierdzenie nie jest zresztą nowością, bo wszyscy to wiemy. Dlaczego więc nadal mamy setki tysięcy uczniów w liceach i jedynie garstkę młodych ludzi w szkołach zawodowych? Przede wszystkim dlatego, że – niestety – w naszym kraju jest za mały wybór tego typu szkół i ich specjalności, a poziom w nich jest bardzo niski. Za mało również jest w nich zajęć praktycznych i pracy na nowoczesnych sprzętach. To oraz niewielki prestiż takiego wykształcenia sprawia, że uczniowie rezygnują z nauki w zawodówkach nawet jeśli uważają je za dobre rozwiązanie. Zamiast tego najczęściej wybierają liceum, a po nim prawie wszyscy idą na studia z nadzieją, że wyższe wykształcenie zapewni im pracę. Niestety wybierany przez nich kierunek studiów bardzo często oderwany jest też zupełnie od biznesowych realiów, prognoz i rzeczywistości na rynku pracy. Dziś poszukiwani pracownicy to programiści, finansiści, inżynierowie, a studia kończą głównie filologowie i pracownicy administracyjni, dla których zatrudniania brak.

Skąd tak duża popularność tych kierunków? Kiedy dzisiejsi absolwenci zaczynali naukę w szkołach wyższych, roztaczano przed nimi złudne wizje, że praktycznie jakikolwiek dyplom będzie gwarancją sukcesu. Nic bardziej mylnego.

Mimo że o absurdzie źle dobieranych do potrzeb rynku studiów już od kilku lat informują media i specjaliści, to jednak nadal w Polsce panuje gloryfikacja dyplomu, w efekcie czego mamy w naszym kraju wiele w nieodpowiednim kierunku wykształconych i w efekcie bezrobotnych osób. Brakuje natomiast „zwykłych” pracowników, którzy niekoniecznie skończyli studia, ale za to nie boją się wykonywać prostych zajęć, które swoją drogą są obecnie coraz lepiej płatne. Mamy coraz więcej magistrów, a mniej fachowców i dobrych specjalistów. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy mają ze studiowania zrezygnować.

Myślę jednak, że już w szkole średniej powinno położyć się większy nacisk na edukowanie młodych ludzi również w zakresie planowania przez nich swojej zawodowej przyszłości, a także uczyć ich, jak należy nią pokierować, aby wpisać się w trend, który będzie panował za kolejnych kilka lat. Trzeba też po prostu stworzyć różne realne możliwości wyboru kariery zawodowej i głośno o nich mówić. Dać szansę świadomego podjęcia decyzji tym, którzy chcą uczyć się konkretnego fachu i szybko zacząć pracę w zawodzie, a przede wszystkim zachęcać ich do tego i utwierdzać w przekonaniu, że nie jest to ta gorsza czy zła droga do osiągnięcia sukcesu.
Trwa ładowanie komentarzy...